Witam :) Nazywam się Paweł Bereś i jestem pomysłodawcą i założycielem ryneczek.zgora.pl

Skąd się wziął pomysł na to przedsięwzięcie? Byłem skazany na rynek już od najmłodszych lat. A tak naprawdę wszystko się zaczęło od mojego dziadka, który już w latach 50-tych zaczął uprawiać warzywa i sprzedawać je na pobliskich rynkach. Jego niewielkie gospodarstwo znajdowało się w malutkiej miejscowości o nazwie Bonów. Na początku sprzedawał świeże ziemniaki, marchew, pietruszkę i inne płody rolne ze swojego pola w najbliższym mieście - Bytomiu Odrzańskim. Dojeżdżał tam na drewnianym wozie zaprzęganym końmi.  Z czasem zaczął również dostarczać swoje dobrodziejstwa do bardziej oddalonej Nowej Soli. Pod koniec lat 60-tych, jako pierwszy na wsi, kupił cud technologiczny tamtych czasów, czyli Nyskę. I tak rozpoczęła się historia mojej rodziny z zielonogórskim rynkiem. Dziadek, dzięki możliwościom, jakie dawał mu samochód, zaczął jeździć i cieszyć zielonogórzan swoimi świetnymi produktami.

Mój tata, mimo że nie widział siebie na rynku, nie mógł oszukać przeznaczenia. W latach 80-tych razem z moja mamą zaczęli uprawę ogórków, które sprzedawali na zielonogórskim targowisku. Z biegiem lat zaczęli również uprawiać inne warzywa. Niestety handel na rynku nie był już taki łatwy. Było trzeba już wieczorem zająć miejsce handlowe, aby z samego rana, w dniu następnym, cieszyć ludzi swoimi świeżymi, zdrowymi i pełnymi witamin warzywami. Dopiero od roku 1994r. wprowadzono rezerwacje miejsc i nie było trzeba „koczować” całej nocy. Mój Tata do dnia dzisiejszego jeździ na rynki i sprzedaje to co uprawiamy wspólnie na naszych polach.

Moje przygoda z zielonogórskim rynkiem zaczęła się jak miałem 5 lat. Na początku bycie na rynku było wielką frajdą. Niestety z biegiem czasu traciłem radość z przebywania w tym miejscu. A teraz nawet go nie lubię. Tylko, że moje przeznaczenie tego nie rozumie. Dlatego zamiast walczyć z tym, postanowiłem zrobić to po swojemu, stąd ryneczek.zgora.pl. Dla ludzi takich jak ja, którzy nie lubią tego miejsca. Dla tych, którzy nie cierpią iść tam, gdzie jest za zimno lub za gorąco. Gdzie trzeba stać w długich kolejkach, dźwigać ciężkie torby z zakupami, przepychać się wśród tłumu ludzi. Gdzie jest wielki problem z zaparkowaniem swojego auta. Ale też dla tych, którzy chcą korzystać z bogactw i dobrodziejstw jakie oferuje rynek, czyli świeżych, zdrowych, pięknych warzyw i owoców, mięs i jaj. A wszystko to od lokalnych producentów, którzy szykują swoje dary specjalnie dla swoich zaprzyjaźnionych klientów. Ale ci niestety nie mają czasu i siły iść i zrobić tam zakupy.

Dlatego ja i moi zaprzyjaźnieni producenci postanowiliśmy dać ludziom alternatywę. Teraz bez wychodzenia z domu, możesz cieszyć się tym co oferuje lokalny rynek.